FANDOM


Czarny Kot Logo

Opowiadanie zakończone.


Krótkie fanfiction stworzone specjalnie na konkurs, który zorganizowała funnyFranky.

Fabuła

Zwyciężymy
Zwyciężymy
Zwyciężymy pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia


Oddech Aleksis przyśpieszał, gdy tunel stawał się coraz węższy. Chociaż nie, nie przyśpieszał. Już nie oddychała.
Z ciekawości ułożyła dłoń na piersi, jednak nic nie wyczuła. Serce nie biło, bo serca już nie było.
Popatrzyła z ciekawością na kobietę idącą obok niej. Jej ciało zakrywał długi, czarny płaszcz, jednak doskonale widziała jej twarz, którą nie przykrywał już kaptur. Nie było na niej cienia życia, gdyż jej cera była całkowicie biała. Czarne włosy wpadały jej pod pelerynę, a policzki, podobnie jak oczy były mocno zapadnięte. Wydawała się być jednak zadowolona, gdyż uśmiechała się łagodnie.
Niebieskie oczy dziewczyny spoczęły na Lilith. Przyglądała się jej z uwagą, przez co jej krok nieco zwolnił. Kobieta zauważyła to, bowiem spojrzała na nią pokrzepiająco.
- Boisz się czegoś? - zapytała Lilith.
Lefiampi nieco się zmieszała. W końcu niecodziennie ma okazję rozmawiać z samą Śmiercią.
- To normalne. - powiedziała Rakastava, starając się dodać jej otuchy. - Z nieznanych przyczyn nikt nie jest specjalnie rozmowny, gdy przechodzimy przez tunel przeznaczenia. Nigdy tego nie rozumiem, przecież nie jest duszno.
- Oddychanie nie stanowi tutaj akurat problemu. - odezwała się Aleksis, nie chcąc wyjść na niemiłą.
Aleksis to niska, szczupła dziewczyna o brązowych włosach i niebieskich oczach. Zazwyczaj jej cera jest brzoskwiniowa, jednak przez obecnie panujące ciemności ciężko było to określić.
- Hej, a może opowiem ci żart? - zaproponowała Śmierć, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. Dziewczyna popatrzyła na nią z wyraźnym zdziwieniem, jednak ta nic sobie z tego nie robiła. - Znam sporo fajnych, w końcu mam u siebie kilku dobrych komików.
Żarty były w tej chwili ostatnim na co Aleksis miała ochotę. Westchnęła ciężko, nie wiedząc jak powiedzieć swojej towarzyszce, że wolałaby przejść tę drogę w ciszy. Zanim jednak zdążyła się odezwać, ktoś jej przerwał.
W tunelu znajdowały się tory, po których jechał wagonik. Nie wiadome było jakim cudem jedzie bez lokomotywy, jednak Lefiampi nie miała czasu, by nad tym rozprawiać. W środku siedział mały, czerwony stworek z rogami większymi od jego głowy. Ubrany był jedynie w brązowe spodenki, a jego brzuch pokrywały czarne włosy. Na jego widok szatynka niemalże odskoczyła.
- Lepiej się zaśmiej, nawet jak to będzie najgorszy suchar. - ostrzegł ją nieco ochrypłym głosem karzeł. - Jak ostatnio ktoś zakwestionował jej poczucie humoru, to spaliła jego duszę w siarce.
- Oh, zamknij się! - odparła wyraźnie zirytowana Śmierć, wymachując swoją kosą. - Spaliłam Lenina, bo był zły, a jego poczucie humoru nie miało nic do rzeczy!
Demon uniósł znacząco brwi, na co ona tylko wywróciła oczami.
- Dobra, przez poczucie humoru też, ale głównie przez jego działalność za życia. Nie potrzebuję u siebie gburów.
Aleksis poczuła się trochę niezręcznie. Odniosła wrażenie, że jest nieco zbędna w tej rozmowie oraz, co najważniejsze, marnowała tylko czas. Przecież nie po to tu przyszła.
- Poza tym, po co ci to? - zapytała, patrząc na zawartość wagonu. Obładowany był różnorakimi kamieniami.
- Taki rozkaz. - odparł, wzruszając ramionami. - Pan Lucyfer chce udekorować sobie chatę.
- Muszę pogadać z nim o jego zachciankach, bo są nie do wytrzymania. - westchnęła kobieta. - Odkąd Strzyga go rzuciła, odnoszę wrażenie, że ma wieczny okres.
- Albo, że jest w ciąży. - dodał demon.
- Też. Dobra, jedź już, bo tamten znów będzie rzucać piorunami.
- A ja będę to sprzątał. - powiedział z niechęcią, po czym ruszył swoim wagonem przed siebie.
Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem, nie mogąc zrozumieć mechanizmu według którego działa ta kraina. Popatrzyła więc pytająco na kobietę, która ponownie ruszyła w stronę światła. Alekis więc szybko ruszyła razem z nią.
- Wiesz, że jesteś pierwszą, która się do mnie zgłosiła? - zagadała Śmierć. - Wcześniej jakoś nikt nie ubiegał się o przepustkę do mojej Nawii. Dziwaki.
- Tak, straszne dziwaki. - odparła szatynka, wyobrażając sobie wizję topienia nielubianych przez Lilith dusz w siarce. - Daleko jeszcze?
- Nie. Już prawie jesteśmy.
Światło przed nimi rozbłysło, przez co Aleksis zmrużyła powieki. Zaraz jednak stanął przed nią zupełnie nieznany dotąd świat.
Skojarzyło się jej to z typowo średniowieczno-jesiennym krajobrazem. Ustawiła bosą stopę na jesienne liście, które zachrupotały pod jej ciężarem. Przed nią płynął błękitny strumień, a za nim rozlegała się reszta widoku. W oczy szybko rzuciło jej się wzgórze, na którym szczycie usytuowana była twierdza, w której zapewne zamieszkiwała Lilith.
- Ładnie się urządziłam, nie? - zapytała Śmierć, widząc z jakim zdziwieniem w oczach rozgląda się jej gość. - Dobra, bo nie mam czasu złotko. Ty tu przejezdna, nie? - dziewczyna pokiwała twierdząco głową. - Nie mam za bardzo czasu, miałam umowę z Włochem i tak jakby umiera mi w szpitalu. Idę po niego, bo zaraz odłączą go od tych respiratorów i umrze beze mnie. Mogłyby nastąpić nieprzyjemne komplikacje i Lucek by się nim zainteresował. Słuchaj.
Lefiampi jakby ocknęła się z transu. Popatrzyła na kobietę, z uwagą słuchając jej słów.
- Twoja siostra zaraz tu przyjdzie. - powiedziała. - Ja muszę iść, ale jakoś sobie poradzicie. Najważniejsze i tak ustaliłyśmy. Dasz sobie radę?
Dziewczyna była przerażona. Zaczęła mieć wątpliwości i obawiać się o to, czy wszystko się uda. Bądź co bądź, nie sądziła, że zajdzie tak daleko.
- Dam. - wydusiła z siebie, wpatrując się w Śmierć. - Ale wrócisz?
- Wrócę z moim kochanym Włoszkiem. Postaram się jakoś uwinąć, ale pewnie będzie się rozklejać, bo żona, bo córka i takie tam. No cóż, powodzenia!
- Czekaj!
Nie zaczekała, tylko w mgnieniu oka zniknęła w ciemnym tunelu. Aleksis została pozostawiona sama sobie. Usiadła więc na ziemi, mocząc stopy w rzece. Woda zdawała się nie brudzić, była nieskazitelnie czysta. Aż żałowała, że będzie musiała wrócić do świata śmiertelników. Tu wydaje się być lepiej.
Zaczęła zastanawiać się czy to się uda. Czy Synita ją znajdzie? Wprawdzie mają całą wieczność, Lilith z pewnością by jej nie poganiała, jednak Aleksis bardzo zależało, by mieć to już z głowy. To zbyt duży stres.
- Siostrzyczko!
Dziecięcy głos sprawił, że niebieskooka natychmiast podniosła się na równe nogi. Za strumieniem dostrzegła niską blondynkę biegnącą w jej kierunku z otwartymi ramionami. Była taka radosna i beztroska. Chociaż na Ziemii równie często się śmiała, Aleksis zapamiętała ją jako martwą dziewczynkę leżącą na łóżku szpitalnym. Dlatego właśnie ten widok bardzo ją zaskoczył.
Dziewczynka nawet nie patrząc pod nogi przeskoczyła przez rzekę, rzucając się siostrze w ramiona. Ta od razu odwzajemniła uścisk. Nie mogła się nacieszyć tą chwilą, ramiona jej młodszej siostrzyczki były przytulne i wręcz emanowały miłością, którą darzyła ją za życia. Uścisnęła ją więc mocno, jakby bała się, że za chwilę znów ją straci.
- Dobrze, że przyszłaś! - powiedziała uradowana blondynka, rozluźniając uścisk. Patrzyła prosto w oczy starszej siostry, wciąż się uśmiechając. - Muszę ci wszystko pokazać, tu jest tak fajnie!
Mówiąc to, dziewczynka złapała ją za rękę, gotowa zaprowadzić ją do swoich ulubionych miejsc, jednak Aleksis ani drgnęła. Synita popatrzyła na nią ze zdziwieniem, a uśmiech zszedł z jej twarzy.
- Musimy iść. - powiedziała spokojnie szatynka, jednak głos jej drżał.
Sinita pokręciła głową.
- Lilith nas już nie chce? - zapytała, a jej ton zdradzał smutek.
Aleksis popatrzyła na nią ze zdziwieniem, a jej dłoń wciąż trwała w uścisku blondynki.
- Zaprzyjaźniłyście się?
- Tak, razem nawet piłyśmy herbatkę. - odpowiedziała dziewczynka, na co jej siostra uniosła brwi ze zdziwienia. - Pokażę ci coś. - nie dawała za wygraną. - Jeżeli ci się nie spodoba, mogę wrócić z tobą, ale jeżeli ci się spodoba, to zostaniesz tu ze mną, dobrze?
- Podoba ci się tutaj? - zapytała Aleksis będąc w szoku.
- Tak, tutaj jest lepiej. Tam byli ci chłopcy i w ogóle sam sierociniec. Tu jest lepiej, na prawdę.
Mimo jej zapewnień, szatynka wciąż miała wątpliwości. Nie była przekonana, w końcu decyzja, którą miała podjąć, zaważyłaby na reszcie jej istnienia. Jeżeli zostanie, będzie martwa.
- Dobrze, chodźmy. - powiedziała po chwili namysłu Aleksis. - Ale nic nie obiecuję, w każdej chwili mogę podjąć decy..
- Tak, tak. - przerwała jej. - Chodź!
Przebiegły swobodnie przez rzekę. Woda sięgała im do kolan, a gdy tylko z niej wyszły, natychmiast się osuszyły. No cóż, klimaty Nawii nawet na Aleksis zrobiły wrażenie.
W mgnieniu oka znalazły się w budynku. Pierwszym pomieszczeniem był sporej wielkości hol wyłożony białymi kafelkami. Chociaż przed nimi rozciągały się szerokie i długie schody, to Synita pociągnęła siostrę w prawo. W kierunku niewielkich drzwi.
Dziewczynka szybko otworzyła je, a wtedy znalazły się w ogromnym pomieszczeniu. Otaczały go półki obładowane książkami, a pośrodku znajdowała się podstawka na jedną z wielu ksiąg. Blondynka bez słowa podeszła do niej, po czym dosłownie zwróciła się do półek.
- Lefiampi Aleksis!
I wtedy, ku z dziwieniu starszej siostry, w powietrzu uniosła się jedna z ksiąg. W porównaniu do innych, była znacznie cieńsza.
Powolnym ruchem opadła na podstawę. Synita zachęciła siostrę ruchem dłoni, by podeszła bliżej. Zaciekawiona szatynka popatrzyła na księgę, nie mając pojęcia o co chodzi dziewczynce. Ta jednak, pewnym ruchem dłoni otworzyła ją na samym środku. Z kartek uniosła się smuga dymu, która zaczęła kreować się w coś na kształt ekranu.
- Widziałam cię przez cały ten czas. - oznajmiła całkowicie poważnie Synita. - Niezbyt mi się to podobało.
Aleksis nie miała w tym momencie głowy, by zastanowić się nad swoimi czynami. Na dobrą sprawę, to co robiła jako Elf pamiętała przez mgłę. Zamiast tego skupiła się na obrazie, który kreował się na smudze dymu.

Będziemy iść ramię w ramię
Będziemy iść ramię w ramię
Będziemy iść ramię w ramię pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia

Czarny kot odskoczył, w ostatniej chwili unikając zmiażdżenia samochodem, którym pocisnęła Elf używając w tym celu jedynie siły woli. Wymienił zaskoczone spojrzenie ze swoją partnerką, Niebieską Żabą, po czym wrócił do walki.
Elf wcale się ich nie bała. Kierowana wyłącznie nienawiścią była gotowa walczyć do upadłego. Wszystko w imię wyższego dobra jakim było wskrzeszenie młodszej siostry. Do osiągnięcia celu potrzebne jej były wyłącznie miracula Czarnego Kota i Biedronki. Fakt, iż czarnowłosa bohaterka była nieobecna nieco jej to utrudniał, jednak uznała, że miraculum Niebieskiej Żaby również zadziała.
- Trzeba przyznać, fajne ma moce. - wydyszała Żaba.
- Tak, cudowne. - odparł ironicznie blondyn.
Gdy Kot biegł w stronę przeciwniczki, by zaatakować, ona była szybsza. Z szyderczym uśmiechem powaliła go na łopatki, trzymając za ramiona. Zielonooki wytrzeszczył szeroko oczy, patrząc na nią z przerażeniem.
"Na co czekasz?! - odezwał się głos Władcy Ciem w jej głowie. - Zabierz mu miraculum!"
Zadowolona z siebie dziewczyna zaczęła dobierać się do jego sygnetu, jednak w ostatniej chwili w mgnieniu oka została związana dość lepkim i nieprzyjemnym w dotyku lassem. Uśmiech natychmiast zszedł z jej twarzy.
- A masz! - zawołała triumfalnie Żaba.

Synita zamknęła książkę, a co za tym idzie, obłok dymu momentalnie zniknął. Aleksis jeszcze przez pewien czas wpatrywała się w miejsce, gdzie widziała własną przeszłość. Gdy jednak otrząsnęła się z pierwszego wstrząsu, popatrzyła na siostrę wytrzeszczonymi oczami. Synita wydawała się być niewzruszona.
- Czemu nie obejrzymy dalej? - zapytała z niepokojem w głosie szatynka.
- Potem tylko walczycie dalej, a ty zabierasz im miracula. Co w tym specjalnego?
Starsza tylko kiwnęła nieśmiało głową, ponownie spoglądając na księgę. Stały jeszcze w milczeniu przez pewien czas, aż w końcu Aleksis ponownie zabrała głos.
- Tu na prawdę widać wszystko? - zapytała, na co młodsza pokiwała twierdząco głową. - Nawet najdalszą przeszłość?
- Przyszłość też, ale obiecałam Lilith, że ci tego nie pokażę.
Aleksis wzięła wdech, samej nie wiedząc co z tym zrobić. Z jednej strony wiedziała, że najwyższy czas wracać z Synitą do świata żywych, a z drugiej, miała w sobie nieodpartą chęć zobaczenia tego, co tak na prawdę dawno już przeżyła.
- Otwórz na jakieś innej stronie. - powiedziała półgłosem z kamiennym wyrazem twarzy.
Blondynka uniosła brew, uśmiechając się triumfalnie. Nie przeciągając, otworzyła księgę raz jeszcze, a smuga dymu uniosła się ponownie.

- Władco Ciem! - zawołała Elf. - Mam to, czego potrzebowałeś!
W jej głosie słychać było triumf, radość oraz spełnienie. Również i jej twarz wyrażała te wszystkie emocje. Nie mogła uwierzyć, że w końcu jej się udało. Dopięła swego.
Mężczyzna szybko odwrócił się w jej stronę, samemu nie do końca dowierzając. Gdy jednak zobaczył w jej dłoniach sygnet i bransoletkę, uśmiechnął się chytrze, bez słowa podziękowania biorąc dwa przedmioty w ręce. Szybko jednak spoważniał, gdy zrozumiał, że coś jest nie tak. Brakowało kolczyków Biedronki.
- Coś ty zrobiła? - wycedził przez zęby. - To nie jest to, czego szukałem!
Dziewczyna w jednej chwili spoważniała, a jej twarz pokryło nie tyle co przerażenie, ale mocny szok. Odsunęła się instynktownie w tył, gdy gniewne spojrzenie mężczyzny zmierzyło ją całą.
- Nie ma kolczyków! - krzyknął. - Co mam zrobić z tą cholerną bransoletką?!
Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, gdy pod jej stopami wylądowało miraculum Niebieskiej Żaby. Patrzyła z lekkim strachem na Władcę Ciem, który trzymał sygnet w mocnym uścisku.
- Jesteś bezużyteczna! - wrzasnął. - Żałuję, że w ogóle podjąłem z tobą współpracę.
Światło przebijało się przez ogromną, okrągłą szybę, oświetlając całe pomieszczenie. Było puste, ja jedyne co się w nim znajdowało, to oni.
- Ale.. - zaczęła łamliwym głosem. - Władco Ciem, przecież dokładnie tego potrzebowałeś.
Ten nie odpowiedział nic, tylko jednym skinieniem dłoni odebrał dziewczynie jej moce. Wystarczyła sekunda by w miejscu silnej i niepokonanej Elf stanęła słaba i przerażona Aleksis.
- Zejdź mi z oczu. - powiedział, po czym opuścił pomieszczenie.
Stała w bezruchu przez krótką chwilę. Z każdą sekundą oddychała coraz ciężej, aż w końcu złość i żal wzięły nad nią górę. To nie mogło się tak skończyć. Zrobiła co chciał, dostarczyła mu miracula, ryzykowała swoje zdrowie i życie, a mimo to, jej młodsza siostrzyczka ciągle leży w grobie.
"Nie poddam się. - pomyślała, odwracając się w stronę okna. - Śmierć nie będzie mi granicą."
Ignorując łzy gromadzące się w jej oczach, odsunęła szybę, spoglądając na panoramę Paryża. Była bardzo wysoko. Gdyby skoczyła, z pewnością straciłaby życie.
Oparła dłoń o ścianę, stawiając krok dalej. Dosłownie stopa dzieliła ją od upadku, jednak nie czuła strachu. Jedyne co teraz zajmowało jej umysł to gniew. Na nic innego nie było miejsca.
Na dobrą sprawę, miała dwa wyjścia. Skoczyć, lub żyć dalej i pogodzić się z stratą jedynej bliskiej osoby.
Była też trzecia, nieznana jej opcja. Dogadać się z Śmiercią.
Zawiał chłodniejszy wiatr, który sprawił, że straciła równowagę. Osunęła się, jednak w porę złapała za ścianę, dzięki czemu uniknęła upadku.
- Nie bój się, puść to.
Rozejrzała się, jednak nikogo przy niej nie było. Mogła przysiąść, że usłyszała czyiś głos. Kobiecy, lekko zachrypnięty głos.
- Kim jesteś? - zapytała.
Wiatr nie ustawał. Przeciwnie, wzmacniał się.
- Chcę ci pomóc.
- To mi się pokaż.
Głos brzmiał, jakby jego właścicielka była radosna i bawiła się sytuacją. Mimo to, Aleksis była zbyt zdezorientowana, by zwrócić na to większą uwagę.
- Oddam ci siostrę.
Wytrzeszczyła szeroko oczy, jednak nie puściła się. Przylgnęła do ściany, czekając, aż tajemnicza rozmówczyni powie coś więcej. Ale nikt nie odpowiedział.
- Kim jesteś? - zapytała raz jeszcze.
- Śmiercią. Jeżeli nie puścisz się sama, pomogę ci. Wtedy jednak już nie wypuszczę.
Przerażona Aleksis odwróciła powoli głowę. Za nią stała postać ubrana w czarną pelerynę, a w kościstych dłoniach dzierżyła swą kosę. Nie widziała jej twarzy, ale ten widok wystarczył, by serce zabiło jej szybciej.
- Nie masz nic do stracenia. - powiedziała Kostucha.
Fakt, nie miała. Więc z ciężkim sercem spełniła jej prośbę.

Wszyscy będziemy wolni
Wszyscy będziemy wolni
Wszyscy będziemy wolni pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia

- Możesz ją zamknąć.
Synita spojrzała na siostrę. Aleksis była cała blada i wyraźnie przerażona. Szatynka czuła, jak trzęsą się jej nogi, dlatego złapała się stojącego obok pulpitu. Blondynka w odpowiedzi uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Ostatni raz. - powiedziała, po czym przekartkowała książkę na sam początek.

Nie boimy się
Nie boimy się
Nie boimy się, pewnego dnia
O, Głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia

Mała dziewczynka siedziała na kolanach matki. Była to niewysoka, na oko 20letnia kobieta o długich, brązowych włosach i niebieskich oczach. Z twarzy była bardzo podobna do starszej córki, Aleksis, którą w tej chwili bawiła.
Dziecko było prze szczęśliwe. Śmiało się głośno, gdy mama łaskotała je w brzuszek. Sama kobieta również promieniała radością. Macierzyństwo jej służyło, to było widać.
- Moja śliczna. - powiedziała z uśmiechem na twarzy, gdy córka przytuliła się do niej. - Mówiłam, tamten sen nic nie znaczył. Mama zawsze będzie przy tobie, niezależnie od tego co się stanie.
Aleksis miała jej uśmiech. Była jej żywym odbiciem.

Nie jesteśmy sami
Nie jesteśmy sami
Nie jesteśmy sami, pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia


Aleksis w jednej chwili zamknęła książkę. Nie chciała na to patrzeć, po co Synita jej to pokazała? Żeby przypomnieć jej, że ich matki już nie ma? Że zostały same?
I gdy chciała już wrócić do świata żywych, blondynka przytuliła ją, pozwalając by starsza siostra spokojnie wypłakała się.
- Mama tu jest. - powiedziała. - Czeka aż w końcu do niej przyjdziemy.
Szatynka stała jeszcze pewien czas w milczeniu, a jedyne co robiła, to przytulała Synitę.

Cały szeroki świat wokół
Cały szeroki świat wokół
Cały szeroki świat wokół, pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia

- Lilith pewnie już wróciła, będzie chciała odpowiedzi. - przypomniała dziewczynka, rozluźniając powoli uścisk. - Powiedz, co zdecydowałaś?
Aleksis przetarła mokre oczy, patrząc na siostrzyczkę. Była z niej na prawdę dumna, chociaż nie umiała odpowiedzieć sobie dlaczego. Coś jednak sprawiło, że Synita przestała być w jej oczach jedynie uroczym dzieckiem, którym trzeba się opiekować.
Uśmiechnęła się lekko, widząc nadzieję tlącą się w oczach młodszej siostry. Wiedziała już co zrobić.
- Zostajemy.
I jak się spodziewała, blondynka rozpromieniła się, uśmiechając od ucha do ucha. Złapała ją za rękę, prowadząc w stronę wyjścia.
- Więc chodź! Musisz poznać mamę!
I w tej chwili Aleksis poczuła, że dopięła swego. Ma swój happy end.

Zwyciężymy
Zwyciężymy
Zwyciężymy pewnego dnia
O, głęboko w moim sercu
wierzę
Zwyciężymy pewnego dnia


Pochowano ją obok siostry, gdzie spoczęła na wieki. Ciało odnaleziono pod katedrą Notre Dame i orzeczono samobójstwo. Nikt nie interesował się sprawą 12latki, która życie zakończyła zdecydowanie za szybko.
A kwiaty otoczyły grób, by w następnych latach całkowicie go obrosnąć i pozwolić, by spoczywające pod nim dziewczynki odeszły ku wiecznemu zapomnieniu.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA o ile nie wspomniano inaczej.